Oto kilka z moich wierszy. Więcej tekstów znajdziecie na moim bloogu, który mieści się w linkach.
Dodane przez Norbert63 dnia Grudzień 05 2010 23:20:13
Nie pytaj mnie

Na jawie potrafię śnić.
Dlaczego w snach widzę cię?
Dlaczego za tobą chcę iść?
Proszę cię – nie pytaj mnie.

Pośród tłumu gwaru twarzy,
Wyobraźni przekraczając próg,
Dostrzec mi się czasem zdarzy,
Ciebie wśród znajomych dróg.

W sercu się nadzieja budzi,
Gdy w błękicie widzę cię,
Uśmiechniętą pośród ludzi,
Dlaczego? – Nie pytaj mnie.

Zatrzymać czas

Cieniem noc się znów rozkłada,
Zabierając w świat marzeń,
Nim świt blady dzień dopada,
Dając chwilę nowych wrażeń.

Posiłek codzienny kołowrót,
Zmagam się ciągle z czasem,
Tęskniąc czekam cię na powrót,
By przechadzać się lasem.

I znów czekam aż przytuli,
Ta noc wędrując pośród tras,
By cię uszczknąć z tej puli,
– Miłości, co daje nam czas.

Poruszenie

Mam coś twojego, do ciebie należało,
Czuję ciepły dotyk, co pieści i łechce,
Usta odbite całować się zachciało,
Choć usta me ciągle drżą przestać się nie chce.

Tylko ta łza, co się perli kroplą jedną,
Zastygła, tego co we mnie nie wypowie,
Usta warkoczem splecione jeszcze bledną,
Tą miłością, co ciągle żywa się chowie.

Choćbym miał aniołów zastępy poruszyć…
- Zrobię to! Przerwę im chóralne śpiewanie.
Zechcesz? Jestem gotów do piekła wyruszyć,
By zabrać garść szczęścia dla ciebie kochanie.

One boginie

Kobiety na piedestale niby boginie,
Na rękach noszone obsypane różami,
Kto w macki schwytany nie dycha bo ginie,
Zalany obfitością łez oceanami.

Lecąc za nią gdy ręką tylko w geście skinie,
Jak ćma do lampy, co ledwie blaskiem majaczy,
Nie dojrzawszy ognia podstępu ginie.
Ostatnie tchnienie wydaje gestem rozpaczy.

A one za parawanem swej niewinności,
Skrywają się jak na Olimpie one boginie,
Nie bacząc, że zamieniony w ćmę on ginie.

Pędząc nie poddawszy się roztropności,
By ustrzec się macek tychże podstępnych bogiń,
Trudna rada. Ja nie pomogę – gnij albo giń.


Rozważania plebana

Siedzę myślę, dywaguję,
Patrzę w okno, w nosie dłubię,
Takie plany sobie snuję,
Jak owieczki me oskubię.

Czy nałożyć kontrybucję?
Obietnicą nową ich omamić?
Czy rozpocząć dystrybucję?
By honoru nie poplamić.

Na urzędzie

Siadasz wygodnie na urzędzie,
Trzymasz się pazurami wytrwale,
Gdaczesz jak kura na grzędzie,
Piejesz w zachwycie niedbale.

A kiedy zejść trzeba z grzędy,
Gdakaniem i pianiem zawodzisz,
Znów mamisz, rozprawiasz wszędy,
Ileś dokonał – wszem dowodzisz.

Opuścić grzędę staje się kłopotem,
Stracić ciepło spod piór puchu,
Pozostawić jaja lśniące złotem.
Może wybiorą? – Myślisz w duchu.

Paw

Dumny Paw, z lirą tęczową,
Z czubem uniesionym w błękity,
Wdzięczy się z uniesioną głową,
Różnobarwną szatą pokryty.

Dumny i pyszny, z piórem korony,
Trzepiąc swoimi piórami próżności,
Nadęty butą i pychą przepełniony,
Kroczysz nie widząc swej nagości.